5 kwietnia 2013

Rozdział 3

Wstałam o 6.30, jak zwykle, poszłam do łazienki, a potem się ubrałam. Wyszła z domu i skierowałam się w stronę szkoły, myśląc już o weekendzie. Szłam spokojnie, nikt mi nie przeszkadzał w rozmyślaniu, aż nagle usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zauważyłam Broudiego.
- O cześć Broudi.
- Hej, wiesz zobaczyłem cię i pomyślałem, że możemy razem iść do szkoły.
- Ok, co tam słychać? - zagadałam.
- Nic ciekawego, może dzisiaj gdzieś razem pójdziemy?
- Ok, ale po moim treningu, czyli około 17, a masz pomysł gdzie?
- Może do kina?
- Świetnie, ale ja wybieram film! - już miałam jeden na myśli.
- A jaki?
- Spring Breakers!
- No dobra...
Dalej gadaliśmy o dziwnych rzeczach, w sumie dawno z nim nie gadałam, jakoś tak wyszło po balu kotylionowym, mówiliśmy sobie tylko cześć.
Do szkoły doszliśmy o 7.45, ja poszłam do swojej szafki, wzięłam książki ruszyłam pod klasę, która mieściła się na drugim końcu szkoły.
Wszyscy byli, oprócz Jacka, nie miałam co robić, więc skupiłam się jedynie na lekcji, było nadzwyczaj spokojnie.
Po lekcjach poszłam do centrum z Jerrym, Miltonem i Eddiem. Najpierw wstąpiliśmy do Phila Falafela na falafele, a następnie do dojo. Rudy już na nas czekał, gdy tylko weszliśmy do środka powiedział:
- Boby zaraz tu przyjdzie!
Poszliśmy się przebrać i gdy tylko weszliśmy na matę do dojo wszedł, a właściwie wjechał Wasabi na swoim  
pojeździe w kształcie hot-doga. Tego jeszcze nie było - pomyślałam.
- Witaj Boby, co cię do nas sprowadza? - spytał Rudy.
- Muszę was poinformować, że ... - nie dokończył, bo do dojo wszedł Jack.
- Przepraszam was za spóźnienie - odrzekł brunet i podszedł do nas, aby wysłuchać Bobiego.
- No więc, niedługo odbędzie się turniej, w którym biorą udział wszystkie moje doja i mam problem, gdzie go zorganizować, więc...
- Zorganizuj go tutaj! - nie dal dokończyć mu Rudy.
- Ale nie wiem czy będzie tu wystarczająco dużo miejsca.
- A ile ma być osób?
- Około 40.
- Zmieszczą się. -zapewnił go sensei.
- Tak, więc konkurs odbędzie się za 2 tygodnie w waszym dojo. - zakończył i wyszedł.
- No więc Jack co porabiałeś przez ten czas gdy cię nie było? - zapytał go Rudy.
- Byłem chory, ale jakoś przyszedłem na trening. - odpowiedział Jack przy tym się uśmiechając, poszedł się przebrać, potem rozpoczęliśmy trening.
Gdy się skończył skierowałam się w stronę kina, bo byłam umówiona z Broudim, on czekał już na mnie i poszliśmy do kasy po bilety.

Po filmie Broudi mnie odprowadził pod sam dom, weszłam do domu i usiadłam w salonie razem z rodziną.

Następnego dnia była sobota, więc spałam do 10, potem ubrałam się i poszłam z May na zakupy jak prawie co tydzień z jakąś koleżanką. Kupiłam parę ciuszków, a potem poszliśmy do baru Phila i zamówiłyśmy to co zawsze.
- I jak było wczoraj? - spytała May.
- Bardzo fajnie, ale Broudi chyba wolałby obejrzeć coś innego.
- No co ty, każdy chłopak marzy żeby obejrzeć film akcji, w którym jest pełno dziewczyn w bikini. -  roześmiałyśmy się obydwie.
- A co tam u Jacka? - spytała się.
- Nie wiem, wczoraj był na treningu.
- Dobra, skończmy już o chłopkach. - powiedziała dziewczyna, jakby czytała w moich myślach.
- Chciałabym przefarbować sobie włosy. - powiedziała May.
- A na jaki kolor?
- Nie wiem, doradzisz mi?
- Może pomaluj tylko końcówki na kolorowo, albo na jeden kolor.
- W sumie to niezły kolor, a jaki mi proponujesz?
- Fioletowy, granatowy lub czerwony.
- Zastanowię się.
- Ty nigdy nie możesz się zdecydować. - i zaczęłam się lekko śmiać.
Sobota była bardzo fajna, a niedzielę miałam ochotę spędzić z Jackiem, ale nie wiedziałam co wymyślić.
- Cześć Jack. - zadzwoniłam do niego.
- Cześć, Kim.
- Może co porobimy, bo mi się nudzi.
- Ok, co powiesz na skatepark?
- To świetny pomysł, ale w niedzielę?
- No.
- Dobra, za 20 minut pod moim domem.
- Pa.
- Pa.
Ubrałam się dość luźnie i wzięłam rolki, jakoś wolę je od deskorolki, a za 20 minut przyszedł Jack z jakąś dziewczyną, której wcześniej nie znałam.
- Hej Kim, chciałabym ci przedstawić Victorię. Miała ona brązowe włosy z czerwonymi końcówkami, szare oczy i była całkiem fajnie ubrana.
- Cześć, jestem Kim.
- Miło mi. - wydawała się być miła, w ręce trzymała także rolki.
- Też wolisz rolki? - spytałam jej.
- Tak, deskorolki są tylko dla chłopaków.
- Też tak sądzę.
- Wiesz Kim, nie dałyście mi dokończyć. - powiedział Jack i uśmiechnął się uroczo.
- To dokończ.
- Victoria to moja kuzynka.
- Wiedziałam! - krzyknęłam.
- Jak to? - spytała się mnie brunetka.
- Trochę podobni jesteście.
- Serio? Ja nie widzę podobieństwa. - stwierdził Jack.
Zaczęłam się śmiać, poszliśmy do skateparku i każdy z nas dał jakiś popis, Jack jak zwykle jeździł na deskorolce.
Cały dzień spędziłam z Jackiem i Victorią, było świetnie.

Skończyłam, następny postaram się dodać jutro, ponieważ mam niezły pomysł. 
Dzięki Wam za miłe komentarze :)

2 komentarze:

  1. cudowny rozdział jak zawsze kochana masz talent :)
    nie umiałam się już doczekać i teraz tez czekam na kolejny :)

    a i jak będziesz miała czas to zajrzyj do mnie :
    http://kickinit-pamietnik-kim.blogspot.com/

    pozdrawiam kwiatuszek :***

    OdpowiedzUsuń