Cały czas rozmyślałam o tym i cieszyłam się jak małe dziecko, rozmawiałam z Grace na skype aż do 1 nad ranem, ale nie musiałam się tym przejmować, bo to piątek.
W sobotę stałam o 11, zwlekłam się z łóżka i poszłam się wykąpać, gdy wyszłam z łazienki, usłyszałam dźwięk mojego dzwonka, zaczęłam szukać telefonu, ale nigdzie go nie było, w końcu znalazłam go pod poduszką, ale było za późno, nie zdążyłam odebrać. Sprawdziłam i okazało się, że dzwonił Rudy, oddzwoniłam więc:
- Kim, przychodź szybko do dojo, musimy poćwiczyć, bo turniej przełożyli z poniedziałku na dzisiaj!
- A o której ma on być?
- O 3, dzwoniłem już po chłopaków, ale nie mogę dodzwonić się do Jacka, może jeszcze śpi... tak pewnie śpi, wstąp po niego jak będziesz szła. - mówił zdenerwowany Rudy.
- Ok!
Ubrałam się najszybciej jak mogłam, wzięłam rower i pojechałam po Jacka. Zadzwoniłam do drzwi, po chwili otworzyła mama Jacka.
- Zastałam Jacka?
- Tak, śpi jeszcze.
- A czy mogłaby pani go obudzić, bo Rudy kazał mi po niego przyjść, zawodu przesunęli na dzisiaj na 15, musimy pędzić na trening.
- A nie chcesz sama tego zrobić? Od razu mówię, że to nie jest łatwe. - uśmiechnęła się uroczo, a ja pobiegłam po schodach do pokoju bruneta, dawno w nim nie byłam, trochę się zmienił. Kolor ścian był inny, meble inaczej rozstawione, a w kącie stała gitara, ale spojrzałam na łóżko, spał w nim Jack. Podeszłam bliżej aby go obudzić, wyglądał dziwnie, a zarazem słodko... Zaczęłam nim potrząsać, ale dalej spał, teraz wiem dlaczego się tak spóźniał do szkoły. Wpadłam na świetny pomysł - włączyłam aplikację na telefonie i zatrąbiłam mu do ucha, aż podskoczył.
- Kim?!
- Tak, ubieraj się, o 15 turniej! - powiedziałam wszystko w skrócicie, bo nie miałam ochoty znów mu to tłumaczyć.
Pobiegł do łazienki, a po 5 minutach wyszedł z niej cały ubrany, pojechaliśmy więc do centrum handlowego na rowerach.
Kiedy weszliśmy do naszego dojo zobaczyliśmy ławki i krzesła, wszystko było już przygotowane, a chłopaki ćwiczyli, pobiegliśmy do szatni i przebraliśmy się w nasze kimona. Na treningu Jack pokazał swoje nowe triki, zawsze zastanawiałam jak on to robi.
- Brawo, Jack! - krzyknął uradowany sensei. - Niedługo to ty będziesz mógł tu uczyć.
- Ale jak to? - zapytał.
- Tak to, że ty jesteś lepszy ode mnie. - opowiedział Rudy, a do Jacka to nadal nie docierało.
- Dobra, ćwiczcie dalej, a ja idę omówić parę rzeczy z Bobbim. - odrzekł i poszedł do swojego biura.
Ćwiczyliśmy długo, ale nie ma co tu się rozpisywać, więc przejdę od razu do zawodów.
Bez wątpienia mieliśmy duże szanse, przyjechali wszyscy uczestnicy i rozpoczęła się rywalizacja. Walczyłam z dziewczyną z Miami, udało się, wygrałam. Potem walczył Milton i także wygrał swoją walkę, potem Jerry, który też wygrał, następnie Eddie, wszystko wskazywało, że mu się nie uda, ale jednak, na końcu walczył Jack z jakimś Ryanem z Los Anegeles. Wszyscy trzymaliśmy kciuki, bo ta walka miała przesądzić, które dojo wygra, czy to z LA czy nasze - z Seaford.
Walka trwała już dobre 10 minut gdy Jack dosłownie w powietrzu kopnął przeciwnika i powalił go na matę, to było niesamowite!
- Wygraliśmy! - wołał Rudy, wszyscy się przytuliliśmy.
- Wygrywa dojo Bobbiego Wasabiego z Seaford, w nagrodę jedziecie do Japonii! - powiedział sędzia, a cieszyliśmy się jeszcze bardziej, tego nie da się opisać, ale najlepsze miało dopiero nadejść...
Po zawodach wracałam z Jackiem, cieszyłam się jego towarzystwie jak nigdy.
- Chcę ci coś pokazać. - odezwał się pierwszy.
- Ale co?
- To niespodzianka, wiesz chciałem dotrzymać umowy.
-Idziemy teraz na randkę?
- Jakbyś czytała w moich myślach. - powiedział, po czym się uśmiechnął, wziął mnie za rękę i poszliśmy w jakieś nie znane mi dotąd miejsce...
Mam wrażenie, że nie potrafię pisać opowiadać miłosnych.. Wiem, że krótki, ale nie mam już siły pisać dalej, a obiecałam dodać dzisiaj. Dziękuję, że tak motywujecie mnie komentarzami :D