4 maja 2013

Rozdział 8

Szliśmy parę dobrych minut po stromej górce pełnej drzew, gdy weszliśmy zobaczyłam z niej duży kawałek Seaford, ocean i zachód słońca. Mimo, że mieszkam tu od urodzenia, nigdy nie wpadłam na pomysł aby się tu wspiąć.
- Jack... nie wiem co mam powiedzieć. - powiedziałam bardzo podnieconym i szczęśliwym głosem.
- Jak ci się podoba ten widok?
- Jest wspaniały, fajne miejsce na...
- Randkę. - przerwał mi. Dotarło do mnie, że jestem na mega romantycznej randce z Jackiem. Usiedliśmy na kamieniach i patrzyliśmy na niebo.
- Podobasz mi się od dawna, nie chciałem ci tego mówić, ale gdy dowiedziałem się, że ja chyba też nie jestem ci obojętny postanowiłem zaryzykować.
- Ale skąd się dowiedziałeś? - spytałam uśmiechając się.
- Zwracałaś na mnie najwięcej uwagi, najbardziej się niepokoiłaś o mnie... wiem o tym,  chłopaki mi powiedzieli, że chociażby gdy byłem chory, zachowywałaś się dziwnie. Nie ukrywam, że się ucieszyłem. - nie wiedziałam co powiedzieć, ale po chwili wykrztusiłam z siebie:
- Tak, podobasz mi się. - nic nie odpowiedział, zaczęliśmy patrzeć sobie w oczy. Teraz dostrzegłam, że jego oczy nie były tylko brązowe, ale były wyjątkowe, magiczne, zupełnie jak czekolada. Zatopiłam się w tej czekoladzie nawet nie zauważając, że jesteśmy co raz bliżej, w końcu poczułam jego usta na moich. Całowaliśmy się tak około minuty, to było niesamowite, chwilę patrzyliśmy tylko na siebie, jednak Jack przerwał ciszę:
- Kim Crowford, czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak! - moje marzenia się spełniły, tyle razem przeszliśmy jako przyjaciele, zawsze mnie coś do niego ciągnęło, ale nie mogłam tego okazywać.

*
Chodzimy ze sobą już tydzień, wszyscy byli trochę tym zszokowali, ale przyjaciele życzą nam szczęścia.
Najgorsze jest to, że wiele dziewczyn w szkole jeszcze bardziej mnie znienawidziło, została tylko Grace.
Dzisiaj w dojo zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym dla Jacka, nie wiemy też nic o żadnym przyjęciu, ale jak można nie zrobić imprezy na 16 urodziny? W każdym bądź razie gadaliśmy spokojnie gdy nagle wszedł Jack.
- Hej, Jack! Co tak wcześnie? - zapytał go Rudy.
- Przecież zawsze przychodzę wcześniej. - odpowiedział dziwnym tonem, jakby uznał, że Rudy oszalał.
- Ach, nie zauważyłem, przecież jest już 16.
- Mam jedno pytanie, dlaczego jesteście tu wszyscy o tej porze? Zwykle jak przychodzę do dojo jesteś tylko ty, Rudy. - drążył temat Jack.
- Nie mam zielonego pojęcia, przyszli tu żeby poćwiczyć ten nowy trik. - okłamywał go Rudy.
- To w końcu przyszli tu żeby poćwiczyć czy nie masz zielonego pojęcia? - spytał drwiąco brunet.
- Przyszliśmy żeby trochę pospiskować. - dołączył się do rozmowy Jerry.
- Co wy kombinujecie?
- Nic, chcieliśmy zrobić ci jakiś kawał, ale nie wyszło, bo się wypytujesz. - wtrąciłam się.
- Okeeeeej.
- Dobra, idźcie się przebrać, nie mamy za wiele czasu.
Poszliśmy do szatni, a po chwili rozpoczęliśmy sparing, jak zwykle najlepszy był Jack.
- Słuchajcie, ustalam właśnie termin wyjazdu do Japonii, chyba polecimy tam na dwa tygodnie na początku wakacji.
- Super, ale ja chyba nie będę mógł pojechać. - powiedział Eddie.
- Dlaczego? - zapytał Rudy.
- Bo jadę z rodzicami do Nowego Jorku, do rodziny.
- Och. - nie ukrywał zakłopotania Rudy.
- Nic nie szkodzi, wiesz byłem już z wami w Chinach, jak nie pojadę do Japonii nic się nie stanie, przecież to to samo. - powiedział przy tym szczerząc zęby.
- To nie to samo Eddie. - powiedział Jack i rozpoczęła się kolejna długa rozmowa, nie chciało mi się tego słuchać, więc zaczęłam znowu myśleć jaką niespodziankę zrobić swojemu chłopakowi. Myślałam o zrobieniu imprezy w dojo tak jak robimy to zwykle gdy nagle do dojo wparowała grupka Czarnych Smoków.

Chyba nie wychodzi mi za bardzo to opowiadania, nie wiem czy zrobić kryminał czy nudny romans. Do tej pory starałam się odzwierciedlić bohaterów z serialu.
Po za tym mam pytanie - czy wprowadzić do opowiadania wypowiedzi innych bohaterów np. oczami Jacka albo oczami Grace?