6 lipca 2013

Zawieszam bloga (chyba na zawsze)

Nie piszę nic, gdyż nie mam weny i pomysłu na to opowiadanie i chyba już nie interesuje mnie 
Kickin' It, owszem oglądam to czasem, ale moje zauroczenie tym serialem minęło praktycznie po paru dniach. 
Tak więc zawieszam bloga.
Mam też dla Was niespodziankę, jeżeli chcecie bez problemu oglądać odcinki Z Kopyta (z napisami lub z dubbingiem), wejdźcie na tą stronę: http://iitv.info/z-kopyta/ Co prawda nie ma napisów do wszystkich, ale ja od dłuższego czasu właśnie tam oglądałam niektóre odcinki Kicka. 

4 maja 2013

Rozdział 8

Szliśmy parę dobrych minut po stromej górce pełnej drzew, gdy weszliśmy zobaczyłam z niej duży kawałek Seaford, ocean i zachód słońca. Mimo, że mieszkam tu od urodzenia, nigdy nie wpadłam na pomysł aby się tu wspiąć.
- Jack... nie wiem co mam powiedzieć. - powiedziałam bardzo podnieconym i szczęśliwym głosem.
- Jak ci się podoba ten widok?
- Jest wspaniały, fajne miejsce na...
- Randkę. - przerwał mi. Dotarło do mnie, że jestem na mega romantycznej randce z Jackiem. Usiedliśmy na kamieniach i patrzyliśmy na niebo.
- Podobasz mi się od dawna, nie chciałem ci tego mówić, ale gdy dowiedziałem się, że ja chyba też nie jestem ci obojętny postanowiłem zaryzykować.
- Ale skąd się dowiedziałeś? - spytałam uśmiechając się.
- Zwracałaś na mnie najwięcej uwagi, najbardziej się niepokoiłaś o mnie... wiem o tym,  chłopaki mi powiedzieli, że chociażby gdy byłem chory, zachowywałaś się dziwnie. Nie ukrywam, że się ucieszyłem. - nie wiedziałam co powiedzieć, ale po chwili wykrztusiłam z siebie:
- Tak, podobasz mi się. - nic nie odpowiedział, zaczęliśmy patrzeć sobie w oczy. Teraz dostrzegłam, że jego oczy nie były tylko brązowe, ale były wyjątkowe, magiczne, zupełnie jak czekolada. Zatopiłam się w tej czekoladzie nawet nie zauważając, że jesteśmy co raz bliżej, w końcu poczułam jego usta na moich. Całowaliśmy się tak około minuty, to było niesamowite, chwilę patrzyliśmy tylko na siebie, jednak Jack przerwał ciszę:
- Kim Crowford, czy zostaniesz moją dziewczyną?
- Tak! - moje marzenia się spełniły, tyle razem przeszliśmy jako przyjaciele, zawsze mnie coś do niego ciągnęło, ale nie mogłam tego okazywać.

*
Chodzimy ze sobą już tydzień, wszyscy byli trochę tym zszokowali, ale przyjaciele życzą nam szczęścia.
Najgorsze jest to, że wiele dziewczyn w szkole jeszcze bardziej mnie znienawidziło, została tylko Grace.
Dzisiaj w dojo zastanawialiśmy się nad prezentem urodzinowym dla Jacka, nie wiemy też nic o żadnym przyjęciu, ale jak można nie zrobić imprezy na 16 urodziny? W każdym bądź razie gadaliśmy spokojnie gdy nagle wszedł Jack.
- Hej, Jack! Co tak wcześnie? - zapytał go Rudy.
- Przecież zawsze przychodzę wcześniej. - odpowiedział dziwnym tonem, jakby uznał, że Rudy oszalał.
- Ach, nie zauważyłem, przecież jest już 16.
- Mam jedno pytanie, dlaczego jesteście tu wszyscy o tej porze? Zwykle jak przychodzę do dojo jesteś tylko ty, Rudy. - drążył temat Jack.
- Nie mam zielonego pojęcia, przyszli tu żeby poćwiczyć ten nowy trik. - okłamywał go Rudy.
- To w końcu przyszli tu żeby poćwiczyć czy nie masz zielonego pojęcia? - spytał drwiąco brunet.
- Przyszliśmy żeby trochę pospiskować. - dołączył się do rozmowy Jerry.
- Co wy kombinujecie?
- Nic, chcieliśmy zrobić ci jakiś kawał, ale nie wyszło, bo się wypytujesz. - wtrąciłam się.
- Okeeeeej.
- Dobra, idźcie się przebrać, nie mamy za wiele czasu.
Poszliśmy do szatni, a po chwili rozpoczęliśmy sparing, jak zwykle najlepszy był Jack.
- Słuchajcie, ustalam właśnie termin wyjazdu do Japonii, chyba polecimy tam na dwa tygodnie na początku wakacji.
- Super, ale ja chyba nie będę mógł pojechać. - powiedział Eddie.
- Dlaczego? - zapytał Rudy.
- Bo jadę z rodzicami do Nowego Jorku, do rodziny.
- Och. - nie ukrywał zakłopotania Rudy.
- Nic nie szkodzi, wiesz byłem już z wami w Chinach, jak nie pojadę do Japonii nic się nie stanie, przecież to to samo. - powiedział przy tym szczerząc zęby.
- To nie to samo Eddie. - powiedział Jack i rozpoczęła się kolejna długa rozmowa, nie chciało mi się tego słuchać, więc zaczęłam znowu myśleć jaką niespodziankę zrobić swojemu chłopakowi. Myślałam o zrobieniu imprezy w dojo tak jak robimy to zwykle gdy nagle do dojo wparowała grupka Czarnych Smoków.

Chyba nie wychodzi mi za bardzo to opowiadania, nie wiem czy zrobić kryminał czy nudny romans. Do tej pory starałam się odzwierciedlić bohaterów z serialu.
Po za tym mam pytanie - czy wprowadzić do opowiadania wypowiedzi innych bohaterów np. oczami Jacka albo oczami Grace? 

26 kwietnia 2013

Rozdział 7

Wracałam do domu myśląc, że wszystko zaczęło się wreszcie dobrze układać, chciałabym chodzić z Jackiem i chyba wszyscy moi przyjaciele rozpoznali po moim zachowaniu, że się w nim podkochuję, ale skoro zaprosił mnie na randkę to oznacza, że ja mu także się podobam. 
Cały czas rozmyślałam o tym i cieszyłam się jak małe dziecko, rozmawiałam z Grace na skype aż do 1 nad ranem, ale nie musiałam się tym przejmować, bo to piątek. 

W sobotę stałam o 11, zwlekłam się z łóżka i poszłam się wykąpać, gdy wyszłam z łazienki, usłyszałam dźwięk mojego dzwonka, zaczęłam szukać telefonu, ale nigdzie go nie było, w końcu znalazłam go pod poduszką, ale było za późno, nie zdążyłam odebrać. Sprawdziłam i okazało się, że dzwonił Rudy, oddzwoniłam więc:
- Kim, przychodź szybko do dojo, musimy poćwiczyć, bo turniej przełożyli z poniedziałku na dzisiaj!
- A o której ma on być?
- O 3, dzwoniłem już po chłopaków, ale nie mogę dodzwonić się do Jacka, może jeszcze śpi... tak pewnie śpi, wstąp po niego jak będziesz szła. - mówił zdenerwowany Rudy. 
- Ok!
Ubrałam się najszybciej jak mogłam, wzięłam rower i pojechałam po Jacka. Zadzwoniłam do drzwi, po chwili otworzyła mama Jacka. 
- Zastałam Jacka? 
- Tak, śpi jeszcze. 
- A czy mogłaby pani go obudzić, bo Rudy kazał mi po niego przyjść, zawodu przesunęli na dzisiaj na 15, musimy pędzić na trening. 
- A nie chcesz sama tego zrobić? Od razu mówię, że to nie jest łatwe. - uśmiechnęła się uroczo, a ja pobiegłam po schodach do pokoju bruneta, dawno w nim nie byłam, trochę się zmienił. Kolor ścian był inny, meble inaczej rozstawione, a w kącie stała gitara, ale spojrzałam na łóżko, spał w nim Jack. Podeszłam bliżej aby go obudzić, wyglądał dziwnie, a zarazem słodko... Zaczęłam nim potrząsać, ale dalej spał, teraz wiem dlaczego się tak spóźniał do szkoły. Wpadłam na świetny pomysł - włączyłam aplikację na telefonie i zatrąbiłam mu do ucha, aż podskoczył. 
- Kim?!
- Tak, ubieraj się, o 15 turniej! - powiedziałam wszystko w skrócicie, bo nie miałam ochoty znów mu to tłumaczyć. 
Pobiegł do łazienki, a po 5 minutach wyszedł z niej cały ubrany, pojechaliśmy więc do centrum handlowego na rowerach. 

Kiedy weszliśmy do naszego dojo zobaczyliśmy ławki i krzesła, wszystko było już przygotowane, a chłopaki ćwiczyli, pobiegliśmy do szatni i przebraliśmy się w nasze kimona. Na treningu Jack pokazał swoje nowe triki, zawsze zastanawiałam jak on to robi. 
- Brawo, Jack! - krzyknął uradowany sensei. - Niedługo to ty będziesz mógł tu uczyć. 
- Ale jak to? - zapytał. 
- Tak to, że ty jesteś lepszy ode mnie. - opowiedział Rudy, a do Jacka to nadal nie docierało. 
- Dobra, ćwiczcie dalej, a ja idę omówić parę rzeczy z Bobbim. - odrzekł i poszedł do swojego biura. 
Ćwiczyliśmy długo, ale nie ma co tu się rozpisywać, więc przejdę od razu do zawodów. 
Bez wątpienia mieliśmy duże szanse, przyjechali wszyscy uczestnicy i rozpoczęła się rywalizacja. Walczyłam z dziewczyną z Miami, udało się, wygrałam. Potem walczył Milton i także wygrał swoją walkę, potem Jerry, który też wygrał, następnie Eddie, wszystko wskazywało, że mu się nie uda, ale jednak, na końcu walczył Jack z jakimś Ryanem z Los Anegeles. Wszyscy trzymaliśmy kciuki, bo ta walka miała przesądzić, które dojo wygra, czy to z LA czy nasze - z Seaford. 
Walka trwała już dobre 10 minut gdy Jack dosłownie w powietrzu kopnął przeciwnika i powalił go na matę, to było niesamowite!
- Wygraliśmy! - wołał Rudy, wszyscy się przytuliliśmy. 
- Wygrywa dojo Bobbiego Wasabiego z Seaford, w nagrodę jedziecie do Japonii! - powiedział sędzia, a cieszyliśmy się jeszcze bardziej, tego nie da się opisać, ale najlepsze miało dopiero nadejść...

Po zawodach wracałam z Jackiem, cieszyłam się jego towarzystwie jak nigdy.
- Chcę ci coś pokazać. - odezwał się pierwszy. 
- Ale co? 
- To niespodzianka, wiesz chciałem dotrzymać umowy. 
-Idziemy teraz na randkę?
- Jakbyś czytała w moich myślach. - powiedział, po czym się uśmiechnął, wziął mnie za rękę i poszliśmy w jakieś nie znane mi dotąd miejsce...


Mam wrażenie, że nie potrafię pisać opowiadać miłosnych.. Wiem, że krótki, ale nie mam już siły pisać dalej, a obiecałam dodać dzisiaj. Dziękuję, że tak motywujecie mnie komentarzami :D 

25 kwietnia 2013

Rozdział 6

Na dole zobaczyłam uchylone drzwi, weszłam i zobaczyłam związanego Jacka, nie wyglądał najlepiej, w sumie nic dziwnego.
- Jack!!! - krzyknęłam po czym szybko podbiegłam do niego aby go rozwiązać.
- Kim - powiedział cicho i się uśmiechnął, a ja nie wytrzymałam, przytuliłam go mocno.
- Chodźmy lepiej, na dworze są chłopaki. - wyszliśmy z tego domu i zobaczyliśmy czekających przed płotem Miltona, Victorię, Jerryego i Eddiego, strasznie się cieszyli na nasz widok, a najbardziej Jacka.
- Szukaliśmy cię wszędzie, policja cię szukała ... Boże, Jack co tak właściwie się stało? - popatrzyłam na chłopaka z nadzieją, że odpowie.
- Nie wiem o co im chodziło, jak wracałem do domu po prostu mnie złapali, nie miałem czasu nawet zareagować, siedziałem tam... - zrobiło mi się go szkoda i znowu go przytuliłam. Przestałam kiedy przyjechała mama chłopaka, po którą zadzwoniła Victoria, wyszła z samochodu i także przytuliła bruneta, który nawet się nie szarpał, prawie nic nie mówił i wyglądał jakby nic nie jadł i nie spał przez parę dni.
- Jedziemy do domu Jack, nic ci nie jest? - zapytała szczęśliwa, a jednak zdenerwowana pani Brewer.
Usłyszeliśmy syrenę policyjną, a za parę sekund przed starym domem pojawił się radiowóz, wysiedli z niego policjanci, dwóch pobiegło w stronę drzwi, a jeden podszedł do nas i zapytał Jacka o parę najważniejszych rzeczy:
- Widziałeś porywaczy?
- Jednego, bo reszta była w kominiarkach i rzadko przychodziła. -
- A jak wyglądał? Wiesz gdzie poszedł?
- My go widziałyśmy. - powiedziała Victoria.
- Tak, śledziłyśmy go aż tu. - dodałam.
- Możecie go opisać?
- Miał brązowe, trochę kręcone włosy i brązowe oczy, było trochę dziwnie ubrany... - rozpoczęła Vic.
Opowiedziałyśmy policjantowi co wiedziałyśmy, Jack nie miał ochoty go opisywać, więc wyglądał na wdzięcznego. Pojechaliśmy z mamą Jacka do ich domu, chłopaki poszli pozrywać ogłoszenia o zaginięciu, a ja z Victorią poszłyśmy do niej.

Następnego dnia Jacka jeszcze nie było w szkole, ale przyszedł do dojo, musieliśmy poćwiczyć przed turniejem, wszystko wskazywało, że uda nam się wygrać.
Staraliśmy się nie przypominać Jackowi o porwaniu, policja nadal prowadziło śledztwo i musiał opowiadać im wszytko, więc i tak nie było mu łatwo.
Gdy skończyliśmy trening i mieliśmy właśnie wychodzić z dojo kiedy mnie zatrzymał:
- Mam nadzieję, że pójdziemy na tą randkę. - już myślałam, że przepadła, ale jednak nie.
- Ja też. - aż się zarumieniłam. Jaki on jest kochany.

Słabiutki... 
Jutro postaram się dodać nowy, a jak nie będzie mi się chciało to się zmuszę do tego :)
Ostatnio włączyłam Disney XD, a tam leciało parę odcinków Z Kopyta w tym New Jack City, oczywiście po polsku! Oglądaliście? 

12 kwietnia 2013

Rozdział 5

Jak zwykle szłam do szkoły, kiedy dołączyła do mnie Victoria.
- Kim - zaczęła.
- Tak? 
- Jack nie wrócił na noc do domu!
- Jak to?!
- Wiem tylko tyle, bo mama nic więcej mi nie powiedziała, ale chyba ciocia zgłosiła to już na policję.
- Ale... - nie mogłam w to uwierzyć, przecież nie mógł uciec, może coś mu się stało. Całą drogę do szkoły szłam z opuszczoną głową, miałam nadzieję, że Jack się niedługo odnajdzie i będę go mogła mocno uściskać.
Jeszcze wczoraj cieszyłam się, że zaprosił mnie na randkę, a dziś mam ochotę się rozpłakać, bo gdzieś zaginął.
Gdy doszłyśmy do szkoły od razu naskoczył na nas Jerry i spytał:
- A gdzie Jack?
- Tego nie wiemy... - odpowiedziała Victoria.
Wtedy zobaczyliśmy pędzącego w naszą stronę Miltona.
- Zaspałem - wysapał Krupnick.
- Nie było jeszcze dzwonka - oznajmiła Victoria.
Rzeczywiście, zaraz zadzwonił dzwonek i poszliśmy na lekcję z panem Kinneyem.
Weszliśmy do klasy, usiedliśmy w swoich ławkach, a ja cały czas nie mogłam przestać myśleć do brunecie o czekoladowych oczach, który gdzieś przepadł.
Całe lekcje byłam zamyślona i nawet nie wiem o czym gadali nauczyciele.

Po lekcjach poszłam do domu.
- Dlaczego jesteś smutna? - spytała mnie moja rodzicielka.
- Jack gdzieś przepadł, nie wrócił na noc do domu, a jak mu się coś stało? - zaczęłam się rozklejać, nie miałam zamiaru tego ukrywać, bo moja mam dobrze wie co ten chłopak dla mnie znaczy.
- Ale jak to?
- Nie wiem, tak się o niego martwię, mieliśmy dzisiaj iść razem na rankę ... - mówiłam pociągając nosem.
Mama podeszła do mnie i przytuliła, wtedy poczułam się trochę lepiej.

Następnego dnia wszyscy go szukali, nie było ani śladu Jacka, więc policja użyła psa, który prowadził ich w różne miejsca. Ja, Victoria i chłopaki także go szukaliśmy, potem dołączył do nas Rudy.
Wszyscy chyba już wiedzieli, że Jack zaginął, a jego mama była okropnie zrozpaczona.
Mijały dni i policja nie wiele się dowiedziała, ale wszystko wskazywało na to, że Jack został porwany.
- Nie mają jakiś podejrzanych? - spytałam Victorii.
- Właśnie nie mają, więc nie wiedzą skąd zacząć śledztwo. - odpowiedziała mi.
Siedziałyśmy właśnie na murku, był bardzo nudny weekend, nic się nie działo. Policja zaczęła rozklejać ogłoszenia o zaginięciu, a my się tylko na to patrzyłyśmy, zobaczyłyśmy nagle jakiegoś faceta, miał brązowe włosy i oczy, był trochę podobny do... Jacka, ale to nie mógł być on.
- Ten facet przypomina mi Jacka. - powiedziałam zaraz to o czym myślałam.
- Mi też, ale pewnie dlatego, że ma podobny kolor włosów i oczu. - odrzekła Vici.
- Brakuje mi go, gdybyśmy wiedzieli gdzie szukać. - powiedziałam.
- Może chodźmy za tym facetem, wygląda dość podejrzanie.
Szłyśmy za nim przez miasto, na uboczach miast skręcił w dziwną uliczkę, w której nigdy nie byłam. Postanowiłyśmy zachować ostrożność i chować się gdzie tylko da, ponieważ mężczyzna rozglądał się co raz częściej. Przeszedł przez płot jakiegoś starego domu i zniknął nam z oczu.
- Zadzwońmy po chłopaków. - powiedziałam.
- Dobra, już dzwonię.
Przyszli dość szybko, mimo to nadal nie wiedzieliśmy co robić.
- Facet wyraźnie dziwnie się zachowywał, musimy to sprawdzić. - powiedziałam im.
- Ja idę z Miltonem tam gdzie poszedł ten facet, Kim sprawdź wszystkie okna, a Jerry i Eddie, wy macie stać wokoło i informować nas o dziwnych rzeczach. - rozkazała brunetka.
Parę minut później sprawdzałam wszystkie okna, nikogo nie było w pomieszczeniach, do których należały ten okna, więc weszłam otwartym tarasem do tajemniczego domu.
To był tajemniczo wyglądający dom, wszędzie czuć było kusz, ale nic nie było zniszczone, meble pokryte były kurzem, na jednej z szafek zobaczyłam parę książek. Szłam bezszelestnie korytarzami i zaglądałam do każdego pomieszczenia, nigdzie nikogo nie było, zastanawiałam się też gdzie są Victoria i Milton.
Po jakimś czasie postanowiłam zejść drewnianymi schodami do piwnicy.

Wiem, trochę dziwny, ale chciałam dać trochę akcji, następny postaram się dodać jak najszybciej. 
Dziękuję za miłe komentarze i za to że czytacie tego bloga, kochane jesteście :)

7 kwietnia 2013

Rozdział 4: "Jack Brewer zaprosił mnie na randke!"

Następnego dnia poszłam do szkoły razem z Jackiem i jego kuzynką Victorią, bardzo ją polubiłam.
Tak jak się spodziewałam wylądowała w naszej klasie.
- Powitajcie nową uczennicę Victorię Brewer - przedstawił dziewczynę nasz wychowawca.
Niektóre dziewczyny od razu zaczęły coś szeptać, ale ja uważam, że niedługo będziemy przyjaciółkami.
Podczas przerw oprowadzałam ją po szkole i przedstawiałam fajne osoby, Jackiem w tym czasie interesowało się mnóstwo dziewcząt, a niektórzy chłopcy zaczynali mu tego zazdrościć.
- Dlaczego nie umówisz się z którąś? - spytał Jerry.
- A którą proponujesz?
- Ja na twoim miejscu wybrałbym Megan.
- To ją bierz! - odrzekł Jack i wszyscy zaczęliśmy się śmiać z Jerrego flirtującego ze szkolną pięknością.
- Oj, to musiało boleć - zaśmiała się Victoria gdy latynos dostał z liścia.
- Już nie zarywasz do Grace? - spytałam.
- Jesteśmy przyjaciółmi, na razie.
- Jerry, Jerry.

Na kolejnej przerwie siedzieliśmy w naszym ulubionym miejscu, gdy nagle grupka Czarnych Smoków przechodziła tuż obok nas dziwnie się przy tym patrząc.
- Chodźmy, zaraz spóźnimy się na ostatnią lekcję - powiedział Milton.
- Ok! - i wszyscy poszliśmy do szafek po książki.
Gdy Jack otworzył swoją zrobił przedziwną minę, bo okazało się, że była pełna śmierdzącego sera, którego nie znosi. Zrobił dziwną minę i popędził do łazienki. My pobiegliśmy za nim, jednak do męskiej łazienki weszli tylko chłopaki. Potem został tam tylko Jerry, a my poszliśmy do klasy.
Po 5 minutach do klasy wszedł Jack i Jerry.
- Brewer, Martinez dlaczego się spóźniliście?! - krzyknął nauczyciel.
Jack nadal wyglądał jakby zaraz miał puścić pawia.
- Wie pan, my byliśmy w łazience, bo Jack się źle poczuł, bo...
- Właśnie widzę, nie chcesz iść do pielęgniarki? Martinez zaprowadź go.

Po lekcjach Jack i Jerry już wrócili, ten pierwszy już się lepiej czuł, więc poszliśmy do domów.
- Dobrze, że nie bełtałeś na korytarzu. - stwierdził Jerry.
- Nie popełniłbym tego błędu.
- Jakiego błędu? - spytała Victoria.
- Och, to było dawno. Kiedyś Jack poczuł ser i wyrzygał się na buty dziewczyny, która się mu podobała.
- Potem wszyscy to zobaczyli i wszyscy bełtali na korytarzu. - dodał Eddie.
- Współczuję woźnego, który to potem sprzątał. - powiedział Milton.
- Jak myślicie kto wsadził ten ser do szafki?
- Nie wiem. - powiedział Jack.
- Pomyślcie, kto się na ciebie dziwnie patrzył minutę przed tym? - zapytał Krupnick.
- Czarne Smoki - powiedzieliśmy wszyscy.
- Ciągle nie mogą się pogodzić po przegranym turnieju. - powiedziałam.

Potem poszliśmy do dojo, gdzie zapisała się też kuzynka Jacka. Okazało się, że Victoria ma czerwony pas, czyli jest 3 najlepszym uczniem w naszym dojo.
- Słuchajcie, musimy skupić się na turnieju, doja Wanabiego są świetne, więc obejrzymy dziś nagranie, które  znalazłem na internecie. - powiedział sensei i puścił nagrania z turniejów, w których brali udział uczniowie z innych miast.
Z tego co oglądaliśmy najlepsze jest dojo z Los Angeles.
- Kim? - Jack rozpoczął rozmowę podczas powrotu do domu. Jack mieszka ulicę dalej ode mnie, a Vistoria ulicę przed.
- Co Jack?
- Może poszłabyś ze mną ... na randkę?
- Tak, chętnie Jack!
- To gdzie chciałabyś iść?
- Wiesz, mam ochotę pójść do wesołego miasteczka.
- Ok, to jutro po szkole?
- Ok.- byłam strasznie szczęśliwa, Jack Brewer zaprosił mnie na randkę!
 Byłam strasznie szczęśliwa, więc pobiegłam do domu aby podzielić się z mamą dobrą nowiną, mama już dawno podejrzewała, że podkochuje się w Jacku i chyba mi kibicowała.
- Nie zgadniesz co się stało!
- Co się stało? - spytała zdziwiona mama.
- Idę na randkę! - mówiłam bardzo podekscytowana.
- Z kim?
- Zgadnij. - wiedziałam, że zaraz zgadnie, więc się tylko uśmiechnęłam i czekałam na jej odpowiedź.
- Z Jackiem?
- Taaak!

Pobiegłam na górę i usiadłam przed komputerem, włączyłam facebooka i zaczęłam gadać z dziewczynami na konferencji.
K: Idę na randkę z...
M: Z kim? :)
G: Nie mów, że Jack zaprosił cię wreszcie na randkę.
K: Tak!
M: Wow, gdzie idziecie?
K: Do wesołego miasteczka, już sobie to wyobrażam...

Następnego dnia w szkole zdarzyło się coś nieoczekiwanego...

Wiem, że słaby, ale mimo to mam nadzieję, że wam się podobał. 
Ostatnio oglądałam Spyfall, ale Jack się zmienił, jeszcze się nie przyzwyczaiłam do umięśnionego Jacka :)

5 kwietnia 2013

Rozdział 3

Wstałam o 6.30, jak zwykle, poszłam do łazienki, a potem się ubrałam. Wyszła z domu i skierowałam się w stronę szkoły, myśląc już o weekendzie. Szłam spokojnie, nikt mi nie przeszkadzał w rozmyślaniu, aż nagle usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zauważyłam Broudiego.
- O cześć Broudi.
- Hej, wiesz zobaczyłem cię i pomyślałem, że możemy razem iść do szkoły.
- Ok, co tam słychać? - zagadałam.
- Nic ciekawego, może dzisiaj gdzieś razem pójdziemy?
- Ok, ale po moim treningu, czyli około 17, a masz pomysł gdzie?
- Może do kina?
- Świetnie, ale ja wybieram film! - już miałam jeden na myśli.
- A jaki?
- Spring Breakers!
- No dobra...
Dalej gadaliśmy o dziwnych rzeczach, w sumie dawno z nim nie gadałam, jakoś tak wyszło po balu kotylionowym, mówiliśmy sobie tylko cześć.
Do szkoły doszliśmy o 7.45, ja poszłam do swojej szafki, wzięłam książki ruszyłam pod klasę, która mieściła się na drugim końcu szkoły.
Wszyscy byli, oprócz Jacka, nie miałam co robić, więc skupiłam się jedynie na lekcji, było nadzwyczaj spokojnie.
Po lekcjach poszłam do centrum z Jerrym, Miltonem i Eddiem. Najpierw wstąpiliśmy do Phila Falafela na falafele, a następnie do dojo. Rudy już na nas czekał, gdy tylko weszliśmy do środka powiedział:
- Boby zaraz tu przyjdzie!
Poszliśmy się przebrać i gdy tylko weszliśmy na matę do dojo wszedł, a właściwie wjechał Wasabi na swoim  
pojeździe w kształcie hot-doga. Tego jeszcze nie było - pomyślałam.
- Witaj Boby, co cię do nas sprowadza? - spytał Rudy.
- Muszę was poinformować, że ... - nie dokończył, bo do dojo wszedł Jack.
- Przepraszam was za spóźnienie - odrzekł brunet i podszedł do nas, aby wysłuchać Bobiego.
- No więc, niedługo odbędzie się turniej, w którym biorą udział wszystkie moje doja i mam problem, gdzie go zorganizować, więc...
- Zorganizuj go tutaj! - nie dal dokończyć mu Rudy.
- Ale nie wiem czy będzie tu wystarczająco dużo miejsca.
- A ile ma być osób?
- Około 40.
- Zmieszczą się. -zapewnił go sensei.
- Tak, więc konkurs odbędzie się za 2 tygodnie w waszym dojo. - zakończył i wyszedł.
- No więc Jack co porabiałeś przez ten czas gdy cię nie było? - zapytał go Rudy.
- Byłem chory, ale jakoś przyszedłem na trening. - odpowiedział Jack przy tym się uśmiechając, poszedł się przebrać, potem rozpoczęliśmy trening.
Gdy się skończył skierowałam się w stronę kina, bo byłam umówiona z Broudim, on czekał już na mnie i poszliśmy do kasy po bilety.

Po filmie Broudi mnie odprowadził pod sam dom, weszłam do domu i usiadłam w salonie razem z rodziną.

Następnego dnia była sobota, więc spałam do 10, potem ubrałam się i poszłam z May na zakupy jak prawie co tydzień z jakąś koleżanką. Kupiłam parę ciuszków, a potem poszliśmy do baru Phila i zamówiłyśmy to co zawsze.
- I jak było wczoraj? - spytała May.
- Bardzo fajnie, ale Broudi chyba wolałby obejrzeć coś innego.
- No co ty, każdy chłopak marzy żeby obejrzeć film akcji, w którym jest pełno dziewczyn w bikini. -  roześmiałyśmy się obydwie.
- A co tam u Jacka? - spytała się.
- Nie wiem, wczoraj był na treningu.
- Dobra, skończmy już o chłopkach. - powiedziała dziewczyna, jakby czytała w moich myślach.
- Chciałabym przefarbować sobie włosy. - powiedziała May.
- A na jaki kolor?
- Nie wiem, doradzisz mi?
- Może pomaluj tylko końcówki na kolorowo, albo na jeden kolor.
- W sumie to niezły kolor, a jaki mi proponujesz?
- Fioletowy, granatowy lub czerwony.
- Zastanowię się.
- Ty nigdy nie możesz się zdecydować. - i zaczęłam się lekko śmiać.
Sobota była bardzo fajna, a niedzielę miałam ochotę spędzić z Jackiem, ale nie wiedziałam co wymyślić.
- Cześć Jack. - zadzwoniłam do niego.
- Cześć, Kim.
- Może co porobimy, bo mi się nudzi.
- Ok, co powiesz na skatepark?
- To świetny pomysł, ale w niedzielę?
- No.
- Dobra, za 20 minut pod moim domem.
- Pa.
- Pa.
Ubrałam się dość luźnie i wzięłam rolki, jakoś wolę je od deskorolki, a za 20 minut przyszedł Jack z jakąś dziewczyną, której wcześniej nie znałam.
- Hej Kim, chciałabym ci przedstawić Victorię. Miała ona brązowe włosy z czerwonymi końcówkami, szare oczy i była całkiem fajnie ubrana.
- Cześć, jestem Kim.
- Miło mi. - wydawała się być miła, w ręce trzymała także rolki.
- Też wolisz rolki? - spytałam jej.
- Tak, deskorolki są tylko dla chłopaków.
- Też tak sądzę.
- Wiesz Kim, nie dałyście mi dokończyć. - powiedział Jack i uśmiechnął się uroczo.
- To dokończ.
- Victoria to moja kuzynka.
- Wiedziałam! - krzyknęłam.
- Jak to? - spytała się mnie brunetka.
- Trochę podobni jesteście.
- Serio? Ja nie widzę podobieństwa. - stwierdził Jack.
Zaczęłam się śmiać, poszliśmy do skateparku i każdy z nas dał jakiś popis, Jack jak zwykle jeździł na deskorolce.
Cały dzień spędziłam z Jackiem i Victorią, było świetnie.

Skończyłam, następny postaram się dodać jutro, ponieważ mam niezły pomysł. 
Dzięki Wam za miłe komentarze :)