Od ostatnich zawodów, w których Jack osiągnął duży sukces sporo się zmieniło, ma on co raz więcej 'fanek'. Nie wiem czy to dlatego, że jest takim świetnym karateką czy dlatego, że jest przystojniejszy niż rok temu, nic w tym dziwnego, bo wszyscy się trochę zmieniliśmy, mamy już po 15 lat.
Podoba mi się, ale nie aż tak żeby nienawidzić tych dziewczyn, niech latają za nim jak tak bardzo go kochają. Parę miesięcy temu prawie powiedziałam mu to w cztery oczy, ale na szczęście tego nie pamięta, bo krótko po tym przeze mnie uderzył się w głowę i na parę godzin stracił pamięć, odzyskał ją podczas pobijania rekordu na rozwalanie cegieł do 15 lat.
Dzisiaj w szkole byłam wyjątkowo wcześnie, bo 20 minut przed rozpoczęciem lekcji, zwykle ledwo co zdążam na pierwszą lekcję. Nie miałam co robić, więc usidłam na schodach i czytałam książkę. Do szkoły przychodziło co raz więcej osób, więc poszłam do swojej szafki, wzięłam książkę do historii i poszłam do klasy.
Gdy wreszcie zadzwonił dzwonek siedziałam w swojej ławce, jednak w ławka obok była nadal pusta.
"Jack się spóźnia zwykle w poniedziałki, a dzisiaj jest środa, tak więc dlaczego jeszcze go nie ma?" - pomyślałam.
Podczas przerwy obiadowej jak zwykle usiadłam z chłopakami.
- Jack nie przyszedł dziś do szkoły, to dziwne... - powiedziałam.
- Też tak myślę - powiedział Milton.
- Napisałem mu smsa, ale nie odpisał - dodał Jerry.
- Co się tak przejmujecie, chłopak raz nie przyjdzie do szkoły to nagle się o niego okropnie martwicie - rzekł Eddie.
- W sumie masz rację, każdemu zdarza się czasem nie przyjść do szkoły, może mu coś wypadło - zgodziłam się z nim.
Wszyscy wtedy popatrzyliśmy na Miltona, który chyba jeszcze nigdy nie opuścił lekcji i zaczęliśmy się śmiać.
- To ty nigdy nie chorujesz ani nigdy nigdzie nie wyjeżdżasz - spytał Eddie.
- Rzadko choruję, a wyjeżdżam w wakacje lub w weekendy. To logiczne - odpowiedział swoim pewnym siebie głosem.
Zaczęliśmy się jeszcze bardziej śmiać.
- Co was tak śmieszy? - spytał trochę zły Krupnick.
- Nic - odpowiedziałam.
Zawsze mamy jakiś powód do śmiechu podczas obiadu, zawsze od naszego stolika słychać czyjś śmiech.
Po szkole wróciłam do domu, zjadłam obiad, odrobiłam lekcje i zaczęłam zbierać się na karate.
W dojo byłam pierwsza, potem przyszedł Milton, Eddie i Jerry. Rudy chciał czekać na wszystkich, ale Jacka jeszcze nie było.
- Gdzie jest Jack?
- W szkole też go nie było, więc może nie przyjść - odpowiedział Milton.
- Dobra, nie czekamy na niego, tylko zaczynamy nasz sparing. Kim trenuje z Miltonem, a Jerry z Eddiem. Ja zraz do was przyjdę. - powiedział sensei i poszedł do swojego gabinetu.
Ćwiczyłam z Miltonem tak jak kazał Rudy, potem Jerry z Eddim, gdy wreszcie Rudy wyszedł z gabinetu kazał nam ćwiczyć z manekinami. To był dość nudny trening, gdy się skończył poszłam do domu.
Ciekawa jestem czemu Jack nie był ani w szkole ani na treningu, odpisałby chociaż na ten sms.
Wiem, że krótki, ale na razie nie mam pomysłu, jutro dodam nowy, dłuższy rozdział :)
Proszę, zostawiajcie komentarze.
Świetnie napisane, wciągnęła mnie ta historia :P
OdpowiedzUsuńBiorę się za dalsze czytanie ^.^
http://sasu-saku-by-okeyla.blogspot.com/